Hej. Dzisiaj mam wyjątkowo kiepski dzień. Nie wiem z kim porozmawiać, komu się wyżalić... W sumie chyba między innymi po to założyłam tego bloga...
***
Patrzę w te śliczne brązowe oczy i myślę 'on nigdy nie będzie mój'. Patrze i widzę te wesołe iskierki, to głebokie, opiekuńcze spojrzenie. Wiem, że przy nim nic mi nie grozi. Oczy są zwierciadłem duszy. To bardzo piękne i mądre stwierdzenie. Jeśli rzeczywiście tak jest, to mój towarzysz jest aniołem. Ja jestem zwykłą dziewczyną. Nie pasujemy do siebie. Oboje to dobrze wiemy. Trzeba to skończyć. To wymyka się spod kontroli. Skończyć i zapomnieć... To wydaje się takie proste. To tylko pozory. Przecież łatwo zapomnieć o osobie, na której widok puls przyspiesza, serce podchodzi do gardła. Hah, fajnie by było. Ale ja nie chce zapomnieć, nawet kosztem cierpienia. To bardzo miłe uczucie, które czujesz, kiedy widzisz tą osobę, chyba nazywa się miłość. Nie wiem. Czuję to coś pierwszy raz. I nie chcę żeby to się skończyło. Chce żeby trwało wiecznie, ale to niemożliwe. Niemożliwe, bo to już koniec. Już go nie ma...
// Moje życie stało się nagle takie do bani. Spieprzyliśmy sprawę. Miałam się nie zakochać, on miał się nie zakochać... Nie wyszło. Hah, to takie zabawne.
***
[...]
On: Ale ja Cię lubię, lubię...
KONIEC tematu
Ja: ... Chyba mamy ten sam problem :(
On: Nie pasujemy do siebie
Sorry
Ja: Spoko
// Nie, wcale nie jest spoko. Jest źle. Moje biedne serduszko nie wygląda już tak jak kiedyś :'( Nie obchodzi mnie to, że do siebie nie pasujemy.
...W sumie to nic już mnie nie obchodzi...
Ps. Chłopaku z ,,opowiadania", mam nadzieję, że tego nie czytasz, ale jeśli tak by się zdarzyło, to wiedz, że, czy tego chcesz czy nie, nigdy nie zapomnę.
Edit: Już mi przeszło <3 (18.11.2015)
poniedziałek, 16 listopada 2015
niedziela, 15 listopada 2015
Niespodzianka!
Hej, kochani. Dzisiaj Was zaskoczę i dodam kawałek mojego nędznego opowiadania. Komentujcie, wytykajcie błędy... Nie obrażę się ;) Chociaż kilka miłych słów nie zaszkodzi. Co do akcji... Początek może nie brzmi najlepiej, ale akcja się rozkręci. Jeśli będę widziała w tym sens, dodam ciąg dalszy. Heh, zapomniałabym. Dedykuję ten post mojej kochanej WhiteTiger :* (Nie dodałam tego ze względu na Ciebie!)
***
Kolejny
ranek, rozpoczynający kolejny nudny dzień. Wstaję jak co rano i idę do
łazienki. Spoglądam w lustro i widzę zwykłą nastolatkę o intensywnie błękitnych
oczach i długich, potarganych blond włosach. Myję twarz w lodowatej wodzie i
przecieram ręcznikiem. Patrzę prosto w swoje podkrążone oczy. Znowu miałam
koszmary. Pewnie krzyczałam przez pół nocy, ale sąsiedzi są już do tego
przyzwyczajeni. A rodzice... Cóż mama musi się opiekować moją młodszą siostrą.
Jest bardzo zapracowana, więc zmęczona pewnie nawet się nie obudziła. A
ojciec... Nie mam ojca. W sumie to prawdziwej mamy też nie.
Zostałam zaadoptowana zaraz po urodzeniu.
Przejęłam nazwisko po mojej drugiej mamie, która mnie pokochała i wychowała.
Moje nazwisko to Swan. Tak, jestem Lilly Swan, choć pod żadnym względem nie
przypominam łabędzia. Tak, to ja jestem tą szkolną niezdarą. Ciągle tylko się
potykam o swoje nogi i zanim się obejrzę ląduję w szpitalu. W trzeciej klasie
po upadku na wf-ie stwierdzono u mnie nawet wstrząs mózgu, ale jakoś z tego
wyszłam. Szczerze mówiąc mam już tego fajtłapstwa serdecznie dosyć.
Tym oto stwierdzeniem kończę użalanie się nad
sobą i podchodzę do szafy. Nie ma tam zbyt wiele ubrań. Nie kręci mnie
chodzenie po galeriach i przymierzanie ciuchów. Te, które już mam, są w
kolorach czarnych i białych. Tak więc zakładam na siebie czarne legginsy, białą
podkoszulkę, a na to czarny top i wygodne buty do biegania. Teraz zabieram się
za włosy. Rozczesuję je i próbuje jakoś spiąć, ale po kilku próbach rezygnuję.
Idę
do kuchni i robię sobie śniadanie. Alice siedzi przy stole.
- Mama już poszła do
pracy. - wyjaśnia - ja dopiero co zjadłam śniadanie.
- Dobrze, to szykuj
się do szkoły. Ja muszę jeszcze zadzwonić w kilka miejsc i znaleźć wreszcie
jakąś dorywczą pracę.
- Chętnie ci pomogę.
-Nie trzeba. Świetnie
sobie radze.
- Lilly, ja już nie
jestem małą dziewczynką. Mam trzynaście lat i widzę jaka jest nasza sytuacja.
Wiem, że mamy mało pieniędzy. Dlatego mama tyle pracuje, a ty jej we wszystkim
pomagasz. I tak bez pilnowania mnie macie zdecydowanie za dużo na głowie. Nie
martw się o mnie. Mogę zrobić dzisiaj obiad i poszukam różnych ogłoszeń w
internecie. Może coś i dla mnie się znajdzie. A ty obowiązkowo musisz się
rozerwać. Pracujesz więcej od mamy. Młodsza siostra rozkazuje ci umówić się z
koleżankami albo jakimś chłopakiem.
- Wow, Alice. Ale
przemówienie. Ile nad nim pracowałaś? – zażartowałam
- Lilly, to poważna
sprawa. Naprawdę musisz trochę odpocząć.
- Dobra, zobaczymy. -
z udawanym uśmiechem wyszłam z kuchni i ubrałam kurtkę. Jak na kwiecień było
jeszcze dosyć chłodno.
Wyszłam
na dwór. Podmuch wiatru rozwiał mi włosy. Przeszłam przez pasy i skierowałam
się w stronę tej nieszczęsnej szkoły. Ktoś z tyłu zatrąbił i obejrzałam się za
źródłem hałasu. To był wielki błąd. Po chwili wylądowałam tyłkiem na ziemi.
Znowu wpadłam na kogoś. Poczułam zapach całkiem niezłych, męskich perfum.
- Przepraszam -
mruknęłam cicho i zaczęłam się podnosić.
- Zaczekaj to ja
przepraszam. Pomogę ci. - spojrzałam w górę i zaraz tego pożałowałam.
Nade mną stał chłopak o brązowych oczach, ciemno-miodowych
włosach i bardzo miłej twarzy...// Hehe, nie zdradzę Wam nic więcej. Czekajcie na kolejnego posta ;) Pozdrawiam! :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)