niedziela, 15 listopada 2015

Niespodzianka!

Hej, kochani. Dzisiaj Was zaskoczę i dodam kawałek mojego nędznego opowiadania. Komentujcie, wytykajcie błędy... Nie obrażę się ;) Chociaż kilka miłych słów nie zaszkodzi. Co do akcji... Początek może nie brzmi najlepiej, ale akcja się rozkręci. Jeśli będę widziała w tym sens, dodam ciąg dalszy. Heh, zapomniałabym. Dedykuję ten post mojej kochanej WhiteTiger :* (Nie dodałam tego ze względu na Ciebie!)
***
Kolejny ranek, rozpoczynający kolejny nudny dzień. Wstaję jak co rano i idę do łazienki. Spoglądam w lustro i widzę zwykłą nastolatkę o intensywnie błękitnych oczach i długich, potarganych blond włosach. Myję twarz w lodowatej wodzie i przecieram ręcznikiem. Patrzę prosto w swoje podkrążone oczy. Znowu miałam koszmary. Pewnie krzyczałam przez pół nocy, ale sąsiedzi są już do tego przyzwyczajeni. A rodzice... Cóż mama musi się opiekować moją młodszą siostrą. Jest bardzo zapracowana, więc zmęczona pewnie nawet się nie obudziła. A ojciec... Nie mam ojca. W sumie to prawdziwej mamy też nie.
 Zostałam zaadoptowana zaraz po urodzeniu. Przejęłam nazwisko po mojej drugiej mamie, która mnie pokochała i wychowała. Moje nazwisko to Swan. Tak, jestem Lilly Swan, choć pod żadnym względem nie przypominam łabędzia. Tak, to ja jestem tą szkolną niezdarą. Ciągle tylko się potykam o swoje nogi i zanim się obejrzę ląduję w szpitalu. W trzeciej klasie po upadku na wf-ie stwierdzono u mnie nawet wstrząs mózgu, ale jakoś z tego wyszłam. Szczerze mówiąc mam już tego fajtłapstwa serdecznie dosyć.
 Tym oto stwierdzeniem kończę użalanie się nad sobą i podchodzę do szafy. Nie ma tam zbyt wiele ubrań. Nie kręci mnie chodzenie po galeriach i przymierzanie ciuchów. Te, które już mam, są w kolorach czarnych i białych. Tak więc zakładam na siebie czarne legginsy, białą podkoszulkę, a na to czarny top i wygodne buty do biegania. Teraz zabieram się za włosy. Rozczesuję je i próbuje jakoś spiąć, ale po kilku próbach rezygnuję.
Idę do kuchni i robię sobie śniadanie. Alice siedzi przy stole.
- Mama już poszła do pracy. - wyjaśnia - ja dopiero co zjadłam śniadanie.
- Dobrze, to szykuj się do szkoły. Ja muszę jeszcze zadzwonić w kilka miejsc i znaleźć wreszcie jakąś dorywczą pracę.
- Chętnie ci pomogę.
-Nie trzeba. Świetnie sobie radze.
- Lilly, ja już nie jestem małą dziewczynką. Mam trzynaście lat i widzę jaka jest nasza sytuacja. Wiem, że mamy mało pieniędzy. Dlatego mama tyle pracuje, a ty jej we wszystkim pomagasz. I tak bez pilnowania mnie macie zdecydowanie za dużo na głowie. Nie martw się o mnie. Mogę zrobić dzisiaj obiad i poszukam różnych ogłoszeń w internecie. Może coś i dla mnie się znajdzie. A ty obowiązkowo musisz się rozerwać. Pracujesz więcej od mamy. Młodsza siostra rozkazuje ci umówić się z koleżankami albo jakimś chłopakiem.
- Wow, Alice. Ale przemówienie. Ile nad nim pracowałaś? – zażartowałam
- Lilly, to poważna sprawa. Naprawdę musisz trochę odpocząć.
- Dobra, zobaczymy. - z udawanym uśmiechem wyszłam z kuchni i ubrałam kurtkę. Jak na kwiecień było jeszcze dosyć chłodno.
Wyszłam na dwór. Podmuch wiatru rozwiał mi włosy. Przeszłam przez pasy i skierowałam się w stronę tej nieszczęsnej szkoły. Ktoś z tyłu zatrąbił i obejrzałam się za źródłem hałasu. To był wielki błąd. Po chwili wylądowałam tyłkiem na ziemi. Znowu wpadłam na kogoś. Poczułam zapach całkiem niezłych, męskich perfum.
- Przepraszam - mruknęłam cicho i zaczęłam się podnosić.
- Zaczekaj to ja przepraszam. Pomogę ci. - spojrzałam w górę i zaraz tego pożałowałam.
Nade mną stał chłopak o brązowych oczach, ciemno-miodowych włosach i bardzo miłej twarzy...
// Hehe, nie zdradzę Wam nic więcej. Czekajcie na kolejnego posta ;) Pozdrawiam! :*

3 komentarze:

  1. HAHAHAHAHA, to zaszczyt xD Wzruszyłam się hahaha xoxo Czekam na next! :* //WhiteTiger

    OdpowiedzUsuń