środa, 6 stycznia 2016

Umm... Ostatnimi czasy nawiedziła mnie jakaś forma depresji. Postanowiłam wyładować emocje. Zaczęłam pisać i rysować. Biegać codziennie rano, chociaż za oknem 10 stopni mrozu. Znowu zawaliłam. Nie prowadziłam bloga, zaniedbywałam Was, kochani. A obiecałam, że to się zmieni... Tutaj macie krótki... Nie wiem jak to nazwać. Napisałam to któreś bezsennej nocy.
***
Samotna, niska postać stoi i patrzy się w dal. Zewsząd otaczają ją pola i lasy. Noc jest cicha i ciemna. Słychać tylko szelesty, i trzaskanie gałązek na wietrze. Księżyc jest w pełni. Oświetla drzewa rzucające dziwne cienie o niepokojących kształtach. Chłopiec unosi głowę i wpatruje się w srebrzystą kulę. Porusza ustami. Jego słowa zagłusza szczekanie i wycie wilków w oddali. Zamyka oczy i wsłuchuje się we wszystkie odgłosy nocy. Stoi tam. Godzinę, dwie... Wpatruje się w dal ze łzami w oczach. Zaczyna świtać. Spogląda ostani raz na pomarańczowe niebo, odwraca się i odchodzi. Ale nie wraca tam, skąd przyszedł. Nie ma po co. Nie ma do kogo.

1 komentarz: